Wzrost - ostatnio temat bardzo ważny. Emma sprawdza czy i ile urosła codziennie! I zadaję ciągle pytania dotyczące tego jak rosną ludzie, zwierzęta i rośliny. To jak rosną zwierzęta obserwujemy dokładnie na przykładzie modliszki, postaram się to pokazać niedługo. A jeżeli chodzi o rośliny to też postanowiłyśmy się temu bliżej przyjrzeć :)
A ta przygoda z roślinami (i ich wzrostem/uprawą) zaczęła się bardziej klasycznie dość dawno temu gdzieś tak w okolicach stycznia chyba :) Początkiem zabawy było sadzenie sadzonek bananowca. Fragmenty tego banana przywędrowały do nas z daleka :) a dokładnie z Afryki przez laboratoria we Wiedniu i laboratorium kultur in vitro we Wrocławiu prosto do naszego domu :) Namnożony w kulturach in vitro banan został ukorzeniony
i Emma mogła przesadzić banany do większych doniczek.
A tak jeden z bananów wygląda dzisiaj. Ma już mocno za małą doniczkę i koniecznie trzeba go przesadzić! Do tej pory stał sobie u Emmy w pokoju ale ze względu na rozmiary i ładną pogodę przeniósł się na balkon :) a jeżeli dalej będzie tak rósł...a będzie ponieważ to nie jest banan karłowy przeznaczony do uprawy w domach :) to czeka go wyprowadzka do dziadków.
Ale odkąd w domu mamy banany Emma chciała zobaczyć skąd je mamy i co to są te kultury o których mama ciągle opowiada. Wybrałyśmy się więc na wycieczkę :)
Pokój hodowlany laboratorium to jednak ciekawe miejsce (o ile nie trzeba w nim przebywać codziennie :) bo powszednieje trochę). Wytrząsarki do płynnych kultur to dopiero coś :)
Emma mogła zobaczyć banany w początkowych fazach regeneracji i dużo innych roślin m in. rosiczki, bazylię, kaktusy, marchew a raczej powstający na fragmentach korzenia marchwi kalus rosnące na sztucznie przygotowanych pożywkach.
Szaleństwo laboratoryjne się jej też udzieliło...
Ale najfajniejsze było to, że mogła sama zobaczyć na czym polega przeszczepianie roślin w kulturach in vitro.
Dostała szalkę z rosnącymi (z nasion) siewkami ogórka i mogła założyć sobie dwa rodzaje hodowli.
"Zabawa" pincetą doprowadziła do wszczepienia siewki ogórka do słoiczka z pożywką.
A na szalkę z pożywką wyłożyła sobie pocięte fragmenty łodygi i liści ogórka.
I mimo, że Emma radziła sobie całkiem dobrze :) to nie było mowy o zachowaniu w pełni sterylnych warunków (a one są jednak jednym z ważniejszych czynników) ale poszło jej dobrze jak na pierwszy raz.
I oczywiście zainteresowanie czterolatki musiało wzbudzić wszystko co nie związane z nauką :) Wózek pomocniczy okazał się świetnym środkiem transportu (zwłaszcza jak znajdzie się ktoś, kto da się namówić do pchania wózka ) :)
Po dwóch tygodniach okazało się, że nie uda się w domu zobaczyć "magii" rozmnażania roślin w kulturach in vitro tzn. tego, że z każdego wyszczepionego na odpowiednią pożywkę fragmentu tkanki roślinnej może zregenerować nowa roślina. Nasza szalka nie była przygotowana sterylnie. Emma na rękach przeniosła mnóstwo innych żyjątek i biedny ogórek nie miał z nimi szans :) Mamy za to ciekawą hodowlę bakterii i grzybów :)
Za to siewka ogórka wyłożona na pożywkę w całości radzi sobie po dwóch tygodniach bardzo dobrze! Rośnie, na pożywce nie ma zakażeń. Emma może sobie oglądać roślinkę (tu na zdjęciu przy bananie nr 2)
A oto i nasz kwitnący ogórek :)
I niech sobie sceptycy mówią, ze kwiat w in vitro oznacza, że roślina "czuje" zagrożenie i chce się rozmnożyć jak najszybciej :) My się cieszymy z kwiatka i oglądamy sobie teraz już naszą roślinkę razem z kwiatem :)
