6 paź 2013

Festiwal Nauki 2013

Dolnośląski Festiwal Nauki w tym roku tez nas nie zawiódł, mało tego podoba się Emmie coraz bardziej :) Jak co roku wybór zajęć duży (chociaż dla przedszkolaków jak zwykle zajęć najmniej) i niestety większa część zajęć w środku tygodnia lub zajęcia nas interesujące w tych samych godzinach. Ale to tylko drobne niedogodności :) które nie przeszkodziły nam spędzić kilka miłych dni z DFN.
W trym roku rozpoczęłyśmy od odwiedzin poznanych w roku ubiegłym specjalistów od badania Marsa i Księżyca z Zespołu geologów planetarnych WROONA. I podobnie jak w poprzednim roku było super. Emma już starsza ale nadal najmłodsza w grupie :) po raz kolejny brał udział w konkursie i po raz kolejny ( z lekka pomocą) udało się zająć nagradzane miejsce z czego bardzo się cieszyła. Ale najbardziej czekała na "rakietę" i się doczekała oczywiście :)
 Wysłuchałyśmy bardzo ciekawego wykładu "Księżyc - pierwszy krok w kierunku Marsa", Emmka zrobiła rakietę, pooglądała łazik marsjański i dała się namówić na spacer po Marsie i Księżycu. I mam wrażenie, że dopiero w tym roku naprawdę zobaczyła efet tych zdjęć w 3D. Nie mogła się powstrzymać przed dotykaniem "wystajacych" fragmentów :)
 Kolejny dzień festiwalowy rozpoczęłyśmy od miejsca, które jako jedyne całkowicie (prawie) mnie rozczarowało! A było to humanitarium, które bardzo lubimy i byłyśmy tam już kilka razy. Ale na Festiwalu się nie popisało moim zdaniem. Zajęcia na które zapisałam Emmkę "Wulkaniczne szaleństwo" Emmie się co prawda podobały ale trwały 15 minut i biorąc pod uwagę położenie Humanitarium (jest ono bardzo daleko od centrum, nawet od naszego domu jest tam dość daleko) i to, że zapisanie się na darmowe! zajęcia nie obejmowało wejścia do humanitarium. Tak więc jechałyśmy 30 minut autem, żeby Emma mogła zrobić "wulkan" z ciastoliny octu i sody i żeby się dowiedzieć, że Humanitarium to firma, która pomimo dofinansowania ( impresy festiwalowe są dofinansowywane) zdecydował się na wyproszenie dzieci z terenu wystawy i zaproponowanie kupna biletów. Co było dość zaskakujące dla większej części rodziców.
Ale po średnio udanej wizycie w humanitarium dotrłysmy na pl. Teatralny gdzie Park Wiedzy nie rozczarował :) Było bardzo ciekawie jedyny problem to tłumy, ale trudno się dziwić :)
Nie wszędzie udało się dopchać czy też doczekać na swoją kolej. Ale były miejsca do których Emma tak bardzo chciała się dostać, że pokornie czekała w kolejkach.
Uzyskiwanie mąki tradycyjnym sposobem było jednym z nich. Tyle razy tam wracałyśmy aż w końcu udało się trafić na wolne kamienie do rozcierania ziaren.
 A prawdziwym hitem tego roku okazało się stanowisko Teatru Lalek! Spędziłyśmy tam bardzo dużo czasu...
 Kiedy udało się odciągnąć Emmę od kukiełek okazało się, że eksperymenty są równie ciekawe :)
 Zwłaszcza te które pozwalają na stworzenie "ran" rodem z filmów :)
 Rysunki chemiczne zmieniające kolor i pieniące się reakcje...
 ...lubimy to :)
 Potem kolejka do lepienia z gliny ale Emma się uparła :) Nadal słabe zainteresowanie bateriami z owoców (spróbujemy to jednak powtórzyć w domu bo może za duży rozgardiasz dookoła zmniejszył zainteresowanie)
 I powrót do kukiełek i aktorów Teatru Lalek :)
Po odpoczynku w parku przeniosłyśmy się na Uniwersytet Wrocławski gdzie w Instytucie Astronomicznym wysłuchałyśmy bardzo ciekawego wykładu "Co można zobaczyć na niebie" i brałyśmy udział w warsztatach " Co magnes ma wspólnego ze Słońcem?". I piszę tu my bo ja sama dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o plamach na słońcu i zdobywaniu kosmosu :)
 Magnesy i słońce mają jak się okazało wiele wspólnego :) Polecamy filmy na stronie teleskopu SDO wszystkim zainteresowanym kosmosem i słońcem.
 Po warsztatach i wykładzie jeszcze pokaz w planetarium i powrót do domu po bardzo intensywnym dniu. Ale w końcu Festiwal Nauki jest tylko raz w roku :D
 Kolejny dzień i kolejne świetnie przygotowane zajęcia. Tak na marginesie to ja jestem mocno pod wrażeniem tego jak niesamowicie prowadzone były te wszystkie zajęcia i z jaką pasją prowadzący przekazywali wiedzę tak "trudnemu" odbiorcy. Nie łatwo mówić o astronomii, chemii tak żeby przedszkolaki zrozumiały i nie były znudzone a jednocześnie żeby nie uprościć tematu za bardzo ....bardzo trudne zadanie i jak dla mnie mniej lub bardziej prowadzącym się udała ta trudna sztuka.
Na pewno udało się Paniom z Wydziału chemii Uniwersytetu Wrocławskiego! Zajęcia "Chemia dla krasnoludków" były przygotowane i prowadzone bardzo ciekawie :)
Część doświadczeń dzieciaki wykonywały samodzielnie a część była w formie pokazu. Nie zabrakło ciekłego azotu i różnych reakcji barwnych. Wrócimy tam w przyszłym roku jeżeli będzie taka szansa (niestety część zajęć z poprzednich lat nie była w tym roku kontynuowana).
 
Zajęcia na Politechnice Wrocławskiej  miały bardzo tajemniczy tytuł " Czy mąka lub kakao mogą być niebezpieczne w kuchni?" i chociaż były stosunkowo krótkie to bardzo wybuchowe :) i dzieciaki były zachwycone (dołączyłyśmy do klasy 1 jednej ze szkół podstawowych)
video
 Na zdjęciach nie widać do końca efektu...filmik z wybuchami pokazuje efekt trochę lepiej.
A po wybuchowej mące i innych pyłach jak np. kawa zbożowa przyszedł czas na sprężone gazy

video
Oczywiście nie mogło zabraknąć wizyty w Muzeum Przyrodniczym, które niestety nie zdecydowało się tak jak w ubiegłym roku na darmowy wstęp w trakcie trwania Festiwalu :(. Ale za to otwarta jest wystawa "szkielety" i Emma była zachwycona. Wymyśliła sobie zabawę w odszukiwanie na wystawie dotyczącej zwierząt tych, których szkielety widziała wcześniej :) Z muzeum trudno jej się było rozstać tylko mama już nie dawała rady...jednak gabloty, które widoczne są tylko kiedy Emmka jest na rękach umieszczone dookoła całej sali mnie pokonały.
 A teraz Emma codziennie chce iść do Muzeum Przyrodniczego (tylko na kilka dni zdetronizowało je muzeum Poczty) a że codziennie je mijamy w drodze do i z przedszkola myślę, że będziemy częstymi gośćmi.
Emma beze mnie, za to ze swoim przedszkolem, była również na zajęciach "Islandzkie wulkany na zapleczu laboratoryjnym" prowadzonych przez  zespół Zakładu Praktycznej Nauki Zawodu Analityka i podobno było ekstra :)
Festiwal w tym roku zakończony i jak dla mnie bardzo udany! I czekamy na przyszły rok!





* Co do dalszych losów tego bloga to decyzja jeszcze nie zapadła :) Ciągle się waham czy zakończyć tą przygodę definitywnie czy jednak jeszcze pozwolić jej trwać... 


10 lip 2013

Mikroby cd.

Po powrocie z wyprawy do laboratorium pożywki musiały zostać wykorzystane.
Na początek odciski rąk: lewa i prawa
 a że rączki nie pierwszej czystości...
obowiązkowy wymaz z buzi :)
 monety
i części liści bananowca i trochę ziemi z doniczki.
Szalki powędrowały na kilka dni do szafki...a po tygodniu rozpoczęło się codzienne oglądanie.
 I potwierdziło się po raz kolejny, że na nie umytych rękach czają się przeróżne mikroby...tym razem obecność grzybów udało się bezdyskusyjnie potwierdzić.
 Ręka prawa...tu nie można było mówić o różnorodności...szalka całkowicie porośnięta grzybem i miliony zarodników na brzegach
 I stopa. Prawdziwe szaleństwo różnorodności
 Monety mnie rozczarowały z dwóch powodów. Po pierwsze nie potwierdziły mojego ciągłego ględzenia o tym jak "brudne" i pełne zarazków są pieniądze (Emma uwielbia się bawić monetami) a po drugie widziałyśmy pięknie obrośnięte monety na któryś pokazach i miałam nadzieję, że uda nam się uzyskać podobny efekt. Niestety rozwinęły się tylko dwie kolonie i to też prawdopodobnie z rąk albo powietrza a nie z monet. Może następnym razem...
 Grudka ziemi i fragmenty liści nie zawiodły.
I tak coraz mocniej poznajemy mikro świat. Uzupełniłyśmy też zeszyt "mikrobowy" (możne uda się zrobić zdjęcia)

8 lip 2013

Emma i ZAKAMARKI

Ostatnio czytamy bardzo, bardzo dużo! Chociaż w sumie to czytamy jak zwykle...tylko te ulubione książki coraz obszerniejsze :) Choroby Emmki i długie weekendy ujawniły bardzo dobitnie jej nowe "fascynacje" książkowe :)ale zanim o nich, a one niesamowicie mnie cieszą, trochę o tym co ostatnio czytamy/czytałyśy:

"Elmer i Róża", "Elmer i zagubiony Miś" i "Elmer Wielka Księga Przygód" -  powrót do niestandardowego słonia mamy zaliczony. Ja nadal nie pałam zachwytem, chociaż rozumiem "przydatność" i tych historyjek ale nie urzekają...mnie przynajmniej. Emma nadal lubi a ja nie mam się tak naprawdę do czego przyczepić...tym samym czytamy.








Zupełnie inaczej jest z "Poczytaj mi mamo. Księga trzecia"
Kolejna dawka wspomnień z dzieciństwa dla mnie! Zwłazcza, że ten tom zawiera moje ukochane "Boje się" Małgorzaty Musierowicz!!! Emma trochę mniej zachwycona, twierdzi, że zna już na pamięć a wcale nie chciała "bo Ty mamo ciągle byś to czytała" :( i muszę się powstrzymywać żeby nie obrzydzić dziecku całkiem :)





Jednak hitami ostatnich miesięcy okazują się książki z jednego głównie (poza Basią) wydawnictwa. Przez pewnien czas nie budziło to moich "podejrzeń" ale w  pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy to napewno przypadek, że czytamy ciągle książki wydane przez Zakamarki. I o ile ja rzeczywiście jakoś lubię autorów, których książki są przez nich wydawane tak Emma za bardzo nie mogłaby zwracać na to uwagi...więc jak to się dzieje, że w bibliotece przynosi po swoich poszukiwaniach książki akurat tego wydawnictwa? Jak to możliwe, że w księgarni szuka i przegląda książeczki aż znajdzie coś "zakamrkowego". Przez te kilka dni powstały różne teorie spisku,  np że można szata graficzna jakoś jej się dobrze kojarzy, ilustracje podobne - ale to nie do końca prawda ponieważ poszczególne "cykle" książkowe różnią się mocno od siebie. Emma pytana dlaczego chce akurat te książki odpowiadała "bo taaaaak" co niewiele wyjaśniało :) Zagadka zostałą rozwiązana dość szybko kiedy dziecko zostało "przyłapane" na gorącym uczynku... we własnym pokoju...z katalogiem wydawnictwa na kolanach...zaznaczając siebie, które książki już czytała :) Katalog był w domu od zeszłego roku i dziecko skrzętnie po odznaczało przeczytane pozycje. Teraz po Targach książki dostała nowy katalog :) Na wrocławskich  Tar­gach Książ­ki dla Dzie­ci i Mło­dzie­ży DOBRE STRONY czy kolejnych Wrocławskie Tanie Czytanie Emma bardziej zainteresowana była atrakcjami niż wybieraniem książek ale o nowy katalog (a raczej taką książkę z moimi książkami) zdążyła poprosić wcześniej, zanim wciągnęły ją zabawy





Ale wracając do zakamarkowych książek to nie będę pisać o Pippi, Emilu i książkach o nich dla najmłodszych bo to już za nami, Mama Mu i jej wszystkie przygody również znać musimy :) o Madice i jej siostrach też już pisałam. Za to muszę wspomnieć o książce, której przedłużanie w bibliotece co miesiąc stało się rytuałem (dopóki nie wyparła jej nowa miłość Emmy- Dunia) a była to dobrze nam znana Nusia tymrazem w zderzeniu z niesfornymi przyszywanymi braćmi "Nusia i bracia łosie" -           
Mina pt. "No cóż ...trudno...znowu to samo"
Nusia jest sama, nie ma rodzeństwa, za cicho jest w jej pokoju...Emma coś może o tym wiedzieć. I nagle pojawia się możliwość posiadania braci...Tylko po jakimś czasie okazuję się, że nie koniecznie spełniają oni oczekiwania dziewczynki, co do tego jak bracia mają się zachowywać. Nie potrafią sie bawić, nie chcę być tymi wymarzonymi braćmi. I Nusia decyduję się na przywrócenie spokoju w domu i wyprowadzkę łosi. Mi osobiście bardzo podoba się ta część Nusi (zwłaszcza wnioski jakie wyciąga po przygodzie z łosiami) ale po przeczytaniu jej jakieś 200 razy mam lekki przesyt i kategorycznie nie zgodziłam się na jej zakup do domu...ale pewnie jeszcze ją wypożyczymy.
Za to w domu pojawiła się nam "Nusia i baranie łby" - na jakąś nową Nusię musiałam się zgodzić :) I to jest jak dla mnie najmniej zrozumiała część tej serii. O ile już przyzwyczaiłam się do tego, że klimat  książek Lindenbaum jest dla mnie zagadkowy tak ta część Nusi i tak mnie zadziwiła. Ja nie wiem o czym jest ta książka tzn niby wiem, że o odmienności, o różnych potrzebach różnych osób ale i tak nie rozumiem...i nie muszę chyba :) Emma lubi, zaśmiewa się jak tylko pojawiają się owce jedzące plastry ...i chyba to najważniejsze.
                            Nusia i baranie łby
Poza Nusią poznałyśmy resztę "ekipy" tzn czytałyśmy o perypetiach Zlatanki i problemach z zaakceptowaniem partnera najfajniejszego wujka i różnych, czasem skrajnych zainteresowaniach Igora w przedszkolu. Zarówno "Zlatanka i ukochany wujek" i "Igor i lalki" Emma polubiła, ale nie jakoś przesadnie. Kontrowersyjności dotyczących wujka Zlatanki nie zauważyła zupełnie a i problem Igora jakoś nie wydał jej się problemem - ot zwyczajna opowieść o bawiących się dzieciach.
Zlatanka i ukochany wujekIgor i lalki

 Zakupy na Targach pozwolił też na poznanie Alberta w :"Posiesz się, Albercie" ale nie zrobił on u nas furory...przynajmniej czytany Pospiesz się, Alberciebo Emma lubi ta książkę oglądać i sam dopowiadać sobie historię.
Nie można zapominać o Ulfie Stark i współautorkach "Jak tato pokazał mi wszechświat" bardzo nostalgiczna, ciepła i kończąca się tak "prawdziwie" książeczka o spacerze syna i ojca i o próbie przekazania "wszystkiego" pokazania wszechświata...lubimy!
                                                   Jak tata pokazał mi wszechświat
 "Jak tato się z nimi bawił"  - dla mnie bardzo podobna do poprzedniej
                                                    Jak tata się z nami bawił
 I moja ulubiona - uwolniona mama w "Jak mama została Indianką" - piękna historia mamy oswobodzonej od smażenia kotletów i "dorosłości". Jeden dzień wolności i zabawy jak w dzieciństwie zadziwia syna, który pierwszy raz widzi swoją mamę bez społecznej roli matki.
                                                     Jak mama została Indianką
"Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze" a to kolejna książka o mojej ulubionej Lottcie! Czasami się zastanawiam, czy ja nie lubię Lotty bardziej niż Pippi...ale nie wiem, nie potrafię się zdecydować :) Lotta tym razem chce jeździć na rowerze tak jak starsze rodzeństwo...i wykorzystuje wszelkie dostępne metody, żeby to zrobić. Ciocia Berg i jej rower są niezbędnymi elementami tajnego planu...nie jest to zbyt "grzeczne" i pokorne dziecko. Nie jest to wyidealizowana postać, o nie! Lotta jest uparta, pewna siebie i zrobi wszystko żeby osiągnąć swój cel - jak prawdziwe dzieci. I za tą ją uwielbiam. Teraz czytamy "Lottta z ulicy Awanturników" i ucieczka z domu Lotty jest cudowna :)
                                                    Pewnie, że Lotta   umie jeździć na rowerze 
"Zimowa wyprawa Ollego"   też podbiła nasze serca. Emma trochę się bała mrocznego Króla  Zimy ale polubiła cały baśniowy świat Zimy...z Ciotką Odwilż włącznie :) Do tego cudnie wydana książka.                        
                                                   Zimowa wyprawa Ollego
I nie jest to ostatnie zakamarkowe słowo pozostały do opisania książki, które czytamy najczęściej, bez których nie może się zakończyć żaden wieczór...ale o tym następny post 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

PRAWA AUTORSKIE

Cała treść oraz wszystkie zdjecia na tym blogu sa mojego autorstwa!
Kopiowanie ich,przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w części bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich!