31 sie 2011

Zboża po raz pierwszy

Plan poznawania trochę dokładniej roślin rozpoczęty. Nie mogło być inaczej...przyszedł czas zahaczyć o codzienność mamy i rośliny które towarzyszą mamie w pracy (co prawda tylko w postaci materiału genetycznego ale zawsze:)). ZBOŻA.
 Żeby łatwiej było się z nimi zaprzyjaźnić wykorzystałyśmy karty na których można zobaczyć różne ich wygląd a zwłaszcza kształt kwiatostanu i oczywiście zdjęcie nasion.
 Dodatkowo nasiona dostępne do "zbadania" w pojemniczkach. W pierwszym etapie Emma ogląda, sprawdza jakie wydają dźwięki w czasie potrząsania, porównuje. W planach mam kiełkowanie poszczególnych gatunków i zabawę w produkcję mąki zainspirowane pomysłem z Skacząc w kałużach.

 Dodatkowo szalki, które już kiedyś przygotowałam z myślą o oglądaniu ich pod powiększeniem, teraz po uzupełnieniu są jak znalazł. Emma je głaszcze poznając sensorycznie strukturę nasion.
Trzeba przyznać, że w nasze poznawanie zbóż wkradły się pewne nieścisłości. Ale może jakoś mi to dziecię wybaczy. Wiem, że to nasionka amarantusa a nie prosa (prosa chwilowo brak a cała opowieść pod proso, łącznie z obrazkami, przygotowana). No i oczywiście gatunki z różnych rodzin, ale do systematyki na szczęście (dla mnie oczywiście) jeszcze daleko.

30 sie 2011

Jak by tu się ochłodzić?

Już ostatnia cześć przygód 3 wspaniałych :) Piątek i sobota rano były upalne i w związku z trym powstał plan ochładzania małoletnich. Plan w założeniach obejmował zabawy na balkonie, zabawy miały polegać na "kolorowaniu" kostek lodu różnych kształtów barwnikami. Takie były założenia. Ale plan planem...upał sobotni był męczocy w drodze do muzeum, w muzeum i w trakcie powrotu do domu...ale jak tylko dziewczyny były gotowe do zabawy (czytaj "kiedy lód? Możemy już? Kiedy będziemy mogły? LÓD!" i tak co 30 sek na 3 głosy) i cała akcja przygotowawcza została na balkonie przeprowadzona....zaczęła się burza!
 I jak tu nie narzekać na złośliwość losu?
Oczywiście nie było nawet mowy o odwołaniu planu! Całość została na szybko wniesiona do mieszkania...trochę więcej sprzątania ale poziom radości i zadowolenia podobny :)
Do dyspozycji były barwniki które można było aplikować na różne sposoby: pipetki, tryskawki i zakraplacze, a na koniec wlewanie bezpośrednie:). Mieszanie kolorów super sprawa!
Lód bardzo zimny...brrrrrrrr...szkoda ,że funkcja chłodząca nie była tak zauważalna (zimno się zrobiło i bez lodu)
A obecność nadzoratora z aparatem...cóż...planowany był atak kostkami, ale na szczęście zwłaszcza dla aparatu nie został przeprowadzony. Na straszeniu się skończyło : D

29 sie 2011

Jeść coś trzeba...

A po rycerskich przeżyciach, głód dopadł 3 nowo pasowane rycerki, okropny...a  matka psychopatka w kuchni...nie wiadomo co i kiedy udało by się zjeść. Ale rycerką nic nie straszne. Same (prawie) sobie poradziły!
I w ten oto sposób powstały  arcydzieła pizzowe...

Pogaduchą przy pożeraniu własnoręcznie przygotowanego posiłku nie było końca...Co prawda miały powstać buźki, ale ser wszystko zakrył:) Nie wpłynęło to jednak na walory smakowe (mamy też się załapały...na szczęście:D)

27 sie 2011

Rycerze

Dzisiaj po raz pierwszy brałyśmy z Emmą udział w zajęciach organizowanych przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu w ramach cyklu Uniwersytet Świata. Temat spotkania to Rycerskie obyczaje. I oto nasza trójka Drombo dziarsko wykracza w obszary kultury Narodowej.
 Zajęcia dla dzieci 3-5 lat. Trochę się martwiłam, że lekkie oszukanie systemu (Emma 3 lat nie ma jeszcze, a Hania już prawie 6 :)) nie okaże się korzystne. Moje obawy dotyczyły głównie tego, że wiekowo nielegalnie tam przebywające będą się nudzić. Co w przypadku Emmy skończyło by się nie miło dla wszystkich zgromadzonych. ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca!
 Zajęcia prowadzone bardzo ciekawie. Nawet momenty w których dzieci mają "tylko" siedzieć i słuchać...Pan Król to osoba na właściwym miejscu! Świetnie potrafił przyciągnąć uwagę maluchów. Pewnie pomogło też to, że temat rycerzy jest dość lubiany....Dzieciaki dowiedziały się jak żyło się w zamkach. Jakie panowały tam zwyczaje. (Najlepsze było zgadywanie co robi rycerz na zdjęciu, widoczne było tylko okno zamku i wystające cztery litery:))
Części "wykładowe" przerywane były zajęciami: budowanie muru obronnego, porwania maluchów przez ich rodziców w niewole i łaskotkowe tortury, burzenie murów i zdobywanie wierzy, konkurencję pomiędzy przyszłymi rycerzami i rycerkami (taka nazwa dla rycerzy dziewczynek) np. przeciąganie liny.
 Dodatkową atrakcją było zwiedzanie części muzeum. Chociaż nie sądzę żeby Emmie utkwiło któreś dzieło sztuki w pamięci...strasznie była zaaferowana podążaniem za królem : D
 Ja sama chętnie słuchałam opowieści o rycerzach i ich skrytkach na sztućce. Była również mała lekcja dotycząca tego czym jest rycerskość...I oczywiście pokazik broni. I tu Emma jak zwykle oczarowana (zaczyna to być troszeczkę przerażające :D)
 A kulminacyjnym punktem spotkania miało być pasowanie na rycerza bądź rycerkę....ale wcześniej trzeba było pokonać Smoka. A jak słusznie zauważył Pan Król...smoka da się zabić tylko z grzbietu konia...i tak rodzice chcąc nie chcąc zostali "osiodłani".
Za tydzień też idziemy :D

24 sie 2011

Ciasteczka pocieszenia

Niestety początki życia przedszkolnego nie oszczędzają nas wcale! Już teraz wiem ,że opowieści o tym jak to dzieci muszą przejść okres chorowania, nie są przesadzone. Emma znowu chora!
Nie do końca wiem dlaczego :( chociaż tak naprawdę to nie powinnam się dziwić, nowe dzieci nowe zarazki! Ale i tak szkoda mi bardzo mojej bidulki. Na całe szczęście tym razem choroba nie powoduje dużego osłabienia w dzień (noce są troszkę cięższe :(((). Żeby dziecku troszkę osłodzić to chorowanie powstał pomysł upieczenia ciasteczek! I rozpoczęły się poszukiwania przepisu... Po ostatniej wtopie ciastkowej przepis trzeba było wybrać starannie (ostatnie ciastka maślane wg. przepisu z amerykańskiej strony mogły świetnie sprawdzić się jako broń ale do jedzenia się nie nadawały). Z plebiscytu wyłoniony został zwycięzca: przepis z blogu Kuchnia Ela i My, można go znaleźć tu! I był to strzał w dziesiątkę!
 Pociecha z radością odważała składniki, mieszała i wyrabiała ciasto. A radość na jej twarzy...dla mamy bezcenne!
 A potem naturalnie foremki. I posypywanie cukrem, którego w przepisie nie było ale Emma wiedziała lepiej:)
 I gotowy wyrób...
 Dziecko spragnione...nie mogło się doczekać więc dmuchało i dmuchało...
 Pierwszą ofiarą chorobowego pocieszania padł miś.
A wracając do przepisu to bardzo dziękujemy za jego umieszczenie. Jeżeli mi się udało to znaczy, że każdemu się uda. Może efekt nie jest taki piękny jak w wykonaniu oryginalnym :) ale ciastka pyszne! I naprawdę potrzeba niewiele czasu na ich przygotowanie!

23 sie 2011

Pipeta

Ostatnimi czasy coraz więcej ćwiczymy "przenoszenie" płynów. Tym razem używałyśmy klasycznych pipetek (ja jakoś czuję wewnętrzny opór przed nazywaniem tego pipetą...ale to zboczenie zawodowe). Z pipetami innego rodzaju, Emma miała do czynienia w trakcie polewania kostki wodą z solą, a z pseudo pipetowaniem w trakcie zabaw barwnikami tu.
Tym razem zadanie polegało na zapełnieniu kwiatków niebiesko zabarwioną wodą. I zadanie nie było tak proste na jakie wyglądało. Opanowanie pipety z takim sposobem pobierania i wypuszczania nie było najprostsze. Ale pod koniec można powiedzieć, że było lepiej tzn. Emma nie czekała aż woda sama "wejdzie" do rurki. Przy wypuszczaniu płynu do kwiatka największym problemem było ponowne zasysanie...
 Ale udało się :) A w nagrodę bibuła filtracyjna. to zadziwiające ile czasu taki mały człowiek może się fascynować tym jak zabarwiona woda rozchodzi się w bibule.

21 sie 2011

Farba...

Najnowsza obsesja mamy Emmy! FARBA TABLICOWA. Całkowicie dałam się opanować reklamom. Widziałam już wiele pomysłów jak można wykorzystać taki rodzaj farby i nie było ani jednego zastosowania które by mi się nie podobało. Bo czy może się nie podobać pisanie po ścianach, meblach czy drzwiach. Marzenia z dzieciństwa wróciły... I koniec końców nabyłam farbę tablicową i idąc za ciosem farbę magnetyczną. Cena tych farb nie jest zachęcająca :(, i całe chyba szczęście, przynajmniej dla naszego mieszkania (gdyby była tańsza mogłoby się to skończyć tak, że nasz dom byłby jedną wielką tablicą).
Jak na razie farby zostały przetestowane na stoliku i pudełku drewnianym. I co tu kryć uwielbiam je! Następne w kolejce jest drzewo na ścianie i globus....nie mogę się już doczekać!!!
 I tak ze zwykłego stolika z Ikea i z drewnianego pudełka made in Castorama...

 powstało pudełko (nazwane przez tatę eMbox)
 i stolik tablicowo-magnetyczne!
Rodzice mają radochę...zobaczymy co na to dziecko...

20 sie 2011

Epoka lodowcowa 2

W czerwcu przygotowywałyśmy projekt "Epoka lodowcowa"można to zobaczyć tutaj. Zwierzątka i roślinki zostały zamrożone...i rozpoczęło się oczekiwanie na sprzyjającą pogodę. A równocześnie zaczął się koszmar dla mamy... setki złowrogich spojrzeń i codzienne pytania "kiedy to zabierzesz?" były na porządku dziennym. A zaczęło się od małego błędu w ocenie wielkości zamrażalnika. Kiedy wkładałam pojemnik z wodą do zamrożenia nie pomyślałam zupełnie o zwiększającej się objętości...i doprowadziło to do tzw zjednoczenia. Zjednoczenie owe dotyczyło górnej części zamrażarki i kostki lodu. Połączenie było na tyle silne, że nie było łatwo je zerwać (wstępnie wydawało się że bez rozmrażania całości raczej się nie obejdzie). I niby nic się nie stało, gdyby nie to, że okazało się że tata Emmy jest aż tak silnie emocjonalnie związany z lodówką i zamrażarką.  No i się zaczęło...:) Nawet kiedy udało mi się odkruszyć/odciąć (kolejne zabawkowe zwierzątko zostało poćwiartowane-potwierdza to teorię matki psychopatki!) całą kostkę nic to nie zmieniło. Po stanowczym z mojej strony oświadczeniu, iż nie zamierzam pozbyć się lodowego projektu, obie ja i kostka zostałyśmy wpisane na czarną listę. Ciśnienie na wydanie kostki do zabawy było więc ogromne! A tu jak na złość całe wakacje pogoda nie rozpieszczała. W planach miało to wyglądać następująco: żar leje się z nieba, upał niemiłosierny wszystkich męczy a moje dziecko radośnie schładza się bawiąc się zamrożonym morskim światem...Ale się nie doczekałyśmy upałów a kostkę trzeba było ratować, groziła jej przymusowa eksmisja lada dzień. I z tego powody jak tylko zrobiło się ciepło Emma mogła wreszcie pobawić się kostką
 Celem nadrzędnym stało się naturalnie uwalnianie zwierzątek z lodowej pułapki. Wykorzystywane były różne metody walki z lodem. Początkowo roztwór soli nalewany był pipetami...
 Ale wolno szło. Szansę miał młotek.
 I łyżka.
 Połączenie metod dawało najlepsze rezultaty: woda z solą i łyżka.
 I ogromna radość z możliwości uwalniania kolejnych figurek.
 Było też polewanie gorącą wodą.

 Kostka okazała się za duża dla Emmy. Ale prawie wszystkie zwierzątka były wolne.
 A na koniec w domu zostały osuszone (ryby niestety też, podobno zimno im było).
Po osuszeniu figurki były dopasowywane do zdjęć zwierząt.
Lato nas nie rozpieszcza ale trzeba sobie radzić :)

18 sie 2011

Magnes

Mamy nowy magnes - podkowę. Powstał więc pojemnik do magnesowych łowów.

 W pojemniku przedmioty zawierające metal i wypełniacze z paczek (jak dobrze, że te wypełniacze są dodawane! już nie raz bywały dobrym rozwiązaniem).
Pierwszy dłuższy i samodzielny kontakt z magnesem okazał się sukcesem! Emma odkrywała kolejne przedmioty przyciągane. Dużo czasu zajęło jej zachwycanie się imbusem.
Swoją dodatkową funkcję spełniły również długie śruby i nakrętki. Można kręcić i kręcić...
A w przerwach typowe zabawy pojemnikowe (czytaj: szufla w ruch)
 A jedno z największych odkryć Emmy związanych z magnesem..."z każdej strony pasuje!", dziecko "umęczone" układaniem i dopasowywaniem i ciągłym poszukiwaniem rozwiązań tak bardzo ucieszyło się, że nie trzeba się męczyć i jak by nie przyłożyć to będzie "pasowało". 
A tak przedstawiał się krajobraz po zabawie...kiedy zapytałam Emme czy o czymś nie zapomniała...odpowiedziała szybko "aha moje chrupeczki" zabrała miseczkę i zażądała bajki...
Na szczęście wystarczyło sprecyzować o że bardziej chodziło mi o sprzątanie niż przekąskę:) Sprzątanie ułatwiał magnes.
Przed nami jeszcze trochę dokładniejsze omówienie magnesów i sprawdzanie co magnes przyciąga a co nie.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

PRAWA AUTORSKIE

Cała treść oraz wszystkie zdjecia na tym blogu sa mojego autorstwa!
Kopiowanie ich,przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w części bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich!