30 wrz 2011

Gips

Nowa pasja Emmy - złamania. Kończyny dolne (bo najfajniesze są złamania nogi) wszystkich dookoła sprawne i nie do końca wiadomo skąd to zafascynowanie. Pewnie bajki odegrały jakąś rolę...każdy kto się uderzy (nie zależnie w jaką część ciała) jest natychmiast pytany "złamana? trzeba GIPS???" i nie jest to bynajmniej pytanie ze smutkiem i współczuciem w głosie a z wielką nadzieją że może tym razem ktoś odpowie TAK!  Ale jakoś dziecko nie ma szczęścia, na szczęście :) Ale presja jest ogromna. Aby troszeczkę osłabić żądzę łamania nóg domownikom bawimy się w bandażowanie...to nie to samo co gips ale trochę łagodzi sytuację...
 I zakładanie bandaży lalką pomaga na chwilę ale po jakimś czasie oczy kota ze Shreka wracają...a żeby tego było mało spojrzeniu towarzyszy "tak baaaardzo prooooszę mamusiu"
 a wtedy pomaga tylko:

 Pozytywną stroną całej tej sytuacji są rozmowy o kościach, szkielecie...i osteoporozie. W naszym modelu kości pojawiły się małe dziurki...Sprawdzamy też jak wielka musi być przyłożona siła żeby złamać kość. Jak na razie nasz model daje rade

29 wrz 2011

Pyszne jabłka

Jabłka, jabłuszka...pierwszy owoc...nadal bardzo lubiany na szczęście! I dużo u nas tematów związanych z jabłoniami i jabłkami w różnej postaci. Czas na prawdziwe okazy :) Do poznania było kilka odmian m in. Starking, Golden, Jonagold
 Mama opowiedziała Emmie o swojej metodzie rozpoznawania odmian jabłek po zapachu :) Kiedyś rzeczywiście potrafiłam określić po zapachu jaka to grupa odmian teraz potrafię już tylko stwierdzić czy jabłko  będzie mi smakowało :) I Emma też wąchała....
 W planach było też porównanie jabłek i gruszek (zwłaszcza po przekrojeniu) ale nie było na to zgody Emmy. stwierdziła tylko, że o głowę stukają tak samo i gruszkę to będzie jadła później. Wróciłyśmy więc do jabłek.
 Emma wybrała jabłko, które najbardziej jej się podobało. Zostało ono przekrojone na pół. Krótka rozmowa o tym jak jest zbudowane. Największą ciekawość wzbudziły nasiona a dokładniej ich wydłubywanie.
 Jedna całość to dwie połówki

A potem w ruch poszła obieraczka (i jak zwykle moje obawy...) poznałyśmy dokładnie skórkę
 A potem kontynuacja zabaw ostrymi narzędziami i tarka w roli głównej. Trzeba było sobie jakiś deserek zrobić
 Przy delikatnej pomocy mamy :) można było już spokojnie cieszyć się tartym pysznym jabłuszkiem.

26 wrz 2011

Gdzie te jesienne liście

U nas już jesień w pełni (pomimo tego że dopiero się zaczęła)! Kasztany, żołędzie, chryzantemy i inne takie...ale brakuje bardzo ważnego elementu jesiennych liści. Jeszcze co prawda nie było wyprawy w ich poszukiwaniu...a jest jeszcze trochę za wcześnie żeby były wszędzie. Tak czy inaczej kolorowych liści u nas nie było. Ale rozwiązałyśmy ten problem :)
Zrobiłyśmy sobie jesienne liście. Listki wycięte z tekturki (kształty zbliżone do liści :)), woreczki ziplock i farbki...
trochę trzeba pomiętosić, rozsmarować farbki
sprawdzić czy aby na pewno jesienne barwy pokryły cały liść
i wyciągnąć okazy.

W szale produkcji liści powstała jeszcze wersja wyklejana. Inspiracja jak zwykle z netu, tam użyte były różnokolorowe fasolki ale takowych w domu nie znalazłam. Nasz liść powstał z ziarniaków kukurydzy i słonecznika łuskanego i niełuskanego. Trochę kleju,
i posypywanie
ostatnie poprawki i liść gotowy!

25 wrz 2011

Bryły

Temat objętości już był u nas poruszany przy okazji przelewania wody w cylindrach ale po tym jak zobaczyłam inne rozwiązanie u Gniewka i Dobrana, i po otrzymaniu namiarów na bryły od ich mamy, nie pozostało nic innego jak je przetestować. Co też uczyniłyśmy...
Otwarte bryły zostały obejrzane. Emma sprawdzała które uda się umieścić w których. Powtórzyła kilka razy ich nazwy (dobrze, że tata znał wszystkie bo wstyd się przyznać ale wiedza mamy w zakresie geometrii pozostawia wiele do życzenia)
 A potem nastąpiło radosne sprawdzanie jaka objętość wody zmieści się w poszczególnych bryłach. Woda zabarwiona na różowo tabletką musującą do kąpieli.
 Najwięcej emocji wzbudziło napełnianie kuli. Cylinder okazał się troszeczkę nieporęczny ze względu na rozmiary.
 A potem pierwsze wielkie odkrycie: woda z jednego walca wystarczyła na wypełnienie ostrosłupa i stożka!
 I powrót do napełniania kuli, tym razem mniejszym cylindrem.
 I próby podnoszenia napełnionej kuli
 I przelewanie z jednej bryły do drugiej...bez końca...
 A tu mina powiadamiając o ocenie zadania jako " to będzie trudne, raczej nie łatwe"
 A co jakiś czas opróżnianie i napełnianie kuli (to chyba Emmy ulubiona bryła)
 I tak trwała sobie ta zabawa, i gdyby nie obsesyjne robienie zdjęć, miałabym dużo wolego czasu :) Problem pojawił się przy próbach zakończenia zabawy. Emma śpiąca okropnie (brak drzemki w dzień)  ale nie ma zgody na zakończenie przelewania. Boi niby jak ta kusząca woda w tych nowo poznanych bryłach....nie mogła się zdecydować na rozstanie ponieważ dręczyło ją pytanie "co z tą wodą?". Na szybko zapadłą więc decyzja, że woda poczeka na Emmę do jutra w naszym ostatnim nabytku megacylindrze. Został on na szybko przyniesiony z balkonu gdzie miał służyć do pomiaru opadów. Cała (prawie) woda została do niego zlana z brył i Emma mogła spokojnie pójść się kąpać.

24 wrz 2011

Drzewne (nie drewniane) zabawy

Nasze zabawy nadal krążą wokół drzew...różne drzewa to i różne zabawy :)
Na dobry początek szukałyśmy odpowiedzi na pytanie "ile kasztanów zmieści się na liściach dębu?"
 Kasztany układane i liczone były kilka razy.
 Małe odtwarzanie sekwencji "darów" jesieni.
 Jabłoń to drzewo zajmuje nas trochę mocniej...Wszędzie teraz u nas jabłka i jabłonie :)
 Wyklejanie plastelinowych jabłek doprowadziło do poszerzenia naszego drzewostanu.
 Kolejna jabłoń została przyklejona i pomalowana.
 I puzzle! Ja osobiście nie cierpię układać (nerwy mnie ponoszą bo nie umiem ) i dlatego za zwyczaj unikam kupowania ich dla Emmy (podświadomie oczywiście). Ale te czterowarstwowe bardzo mi się spodobały. I sprawdziły się!
 Układanie zaczyna się pierwszą warstwą z nasionkami. Druga warstwa to kiełkująca roślinka. Trzecia to młode drzewko jeszcze nie zdrewniałe. A na koniec jabłoń w pełnej krasie. Dodatkowo podoba mi się to że układając kolejne warstwy wydać poprzednią fazę rozwojową korzeń ka korzeń, pień na łodygę.
 Jedna kropka - jedno jabłko, taki był plan ale farbki z gąbką które mamy robią za małe plamki i trzeba było trochę inaczej do tego podejść.
 I na koniec cykl życiowy jabłoni od nasionka do drzewa.
 Emma wymyśliła sobie do tych kart zabawę. Zakrywała sobie którąś kartę i mówiła np "o tu mamy kwatki a tu nasionka, chyba czegoś brakuje hmmmm czego?" i t.d

22 wrz 2011

Jabłka samogłoskowe

Projekt drzewo magnetyczne zakończony. Długo trwało ale się udało! Na fali zafascynowania farbą magnetyczną i tablicową zrodził się pomysł namalowania tymi farbami drzewa w pokoju Emmy. 
Niestety dla efektu drzewo malowałam ja. Pewnie mogłoby wyglądać lepiej ale cóż...zarys drzewa stworzony przez tatę Emmy ale już samo malowanie zostawił mi bo zabrakło cierpliwości :) Pień i korona pomalowane 3 warstwami farby magnetycznej i po jednej warstwie czarnej tablicowej na pniu i zielonej zmywalnej na koronie. Na zdjęciach nie do końca widać strukturę (widać za to cień motyla-żyrandola). Tapeta nie jest gładka co dało fajny efekt zwłaszcza na pniu. Ale ta sama struktura troszeczkę utrudniła malowanie zwłaszcza krawędzi. Ale kto by się przejmował niedociągnięciami :)

 Pierwszą zabawą z nowym drzewem było przypomnienie sobie, prawie całkiem zapomnianych samogłosek. Z powodu zamieszania i barku czasu trochę odłożona na bok została nauka sylabek. Ale naprawimy to...
 Jabłuszka magnesowe do dopasowywania samogłosek.
 I jak zwykle Emma musiała odmówić współpracy z jakąś literką. Tym razem było to U, które nie dostało pozwolenia na zawiśnięcie na drzewie. Ale po za tym było nieźle. Drugi etap to dopasowywanie małych i wielkich liter. Magnesowe jabłka już gotowe, Emma będzie się bawić z tatą pod kilkudniową nieobecność mamy.
Planów na magnesowo-drzewne zabawy mamy mnóstwo...czekam tylko na folię magnesową. Jak na razie pocięte zostały bestialsko magnesy z Danonków :)

20 wrz 2011

Dolnośląski Festiwal Nauki

Trwa Dolnośląski Festiwal Nauki! W tym roku poza tym, że jak co roku, ja w nim, chcąc nie chcąc uczestniczę, Emma tez miała taką okazję! Program zajęć dla najmłodszych jest coraz ciekawszy. Niestety nie udało i już nie uda nam się już wziąć udziału we wszystkich zajęciach jakie dla Emmy wybrałam ponieważ nie pozwalają na to moje obowiązki zawodowe :( ale i tak dużo się działo...(w przyszłym roku muszę się lepiej zorganizować bo naprawdę warto!!!). Co prawda większość zajęć była by bardziej odpowiednia dla trochę starszych przedszkolaków (4-5 lat)  ale nawet dla tych najmłodszych coś się znalazło. Krótki przegląd naszych tegorocznych spotkań z nauką:
I.  Zjawiska Pogodowe w Twojej filiżance - pokaz/warsztat w Zakładzie Klimatologii i Ochrony Atmosfery Uniwersytetu Wrocławskiego. Zajęcia rozpoczęły się spacerkiem po "ogródku" meteorologicznym gdzie prowadzący opowiadał o tym jak bada się pogodę i jakich sprzętów się do tego używa. Dużą atrakcją był balon z urządzeniami pomiarowymi...W kolejnej części pokaz demonstrujący zjawiska fizyczne rządzące pogodą. Tematy dość trudne, ale przekazane w sposób rewelacyjny! Prowadzący stanęli na wysokości zadania. I zdaję sobie sprawę, że Emma ani młodsze dzieci prawdopodobnie nie zapamiętają nazw takich jak termohigrograf czy implozja ale i tak warto je usłyszeć.
II. Muzeum przyrodnicze - tego w naszych planach niedzielnych nie było...ale kiedy okazało się, że mamy ponad 2 godzinną przerwę w zajęciach zapadła szybka decyzja. W jej podjęciu pomogła Hania, która stwierdziła, że fajnie byłoby zobaczyć jakieś szkielety najlepiej dinozaurów! Takowych jednak chyba we Wrocławiu barak, a przynajmniej ja nie wiem jak się do nich dostać :) Musiał wystarczyć wielki szkielet walenia w Muzeum Przyrodniczym. Do tego muzeum można się naturalnie wybrać poza Festiwalem ale tak się złożyło, że w trakcie jego trwania wstęp był darmowy :) I tu też dziewczyny wykazywały żywe zainteresowanie (moim założeniem było zaprzestanie "indoktrynacji" naukowych przy jakichkolwiek objawach znudzenia). To jest chyba jedno z najbardziej interesujących muzeów dla młodszych dzieci. Ja przeżywała chwile grozy, czy podołam, kiedy zostałam zasypana pytaniami o to jak te zwierzątka się tam znalazły, jak to się dzieje że nie żyją a tam są, dlaczego się nie psują i.t.p....
III. Planetarium - po opisie to była największa zagadka dla mnie. Nie do końca wiedziałam czego mam się tam spodziewać. Po pierwsze nigdy nie słyszałam żeby we Wrocławiu było planetarium otwarte dla zwiedzających. I tu miałam w pewnym sensie rację. Ale wizyta była bardzo sympatyczna. Był to ok 25 minutowy pokaz na specjalnym ekranie (widocznym na zdjęciach) dotyczący słońca, planet i gwiazdozbiorów. Na sali było bardzo ciemno i niektóre dzieci tego nie mogły wytrzymać. Ale cała reszt, która się ciemności nie bała była zachwycona. Było zgadywanie jaki to gwiazdozbiór i tu moja Emcia mnie bardzo zaskoczyła głośnym wykrzykiwaniem nazw tego co ona tam widziała (do tej pory nie odpowiadała głośno na takie zapytania). Co prawda nie udało jej się trafić w nazwy gwiazdozbiorów ale było coś w tym co mówiła :D.

IV. W dniu kolejnym odwiedziłyśmy z Emmą, już niestety bez Hani, Politechnikę wrocławską a dokładniej fizyków z wydziału Podstawowych Problemów Techniki. Warsztaty dla przedszkolaków pt. Zabawa w naukowca. I kolejna rewelacja! Mi najbardziej oprócz świetnego podejścia prowadzących do dzieci podobała się hasło: "no to zaczarujmy żeby doświadczenie się udało...a czy są czary? jak myślicie?...To nie czary to FIZYKA!". Doświadczenia z magnesami, ciśnieniem, wodą.

V. A na koniec trochę biologii i zajęcia Mieszkańcy lasu na Uniwerku. I na tych zajęciach Emma najbardziej rozrabiała, ale prowadzący Pan droktor nawet nie mrugnął okiem w ramach sprzeciwu. Bardzo ciekawe zajęcia z zgadywankami i nagrodami prosto z lasu (kasztany, żołędzie, szyszki, grzybki, figurki ptaszków, motylki) rysowanie, rozpoznawanie odgłosów lasu.
Bardzo, bardzo było fajnie w tym roku!!! Na tak wielu zajęciach nie udało nam się być. Ale nic straconego. W przyszłym roku wezmę tydzień wolnego na DFN :) A za lat kilka może Emma przyjdzie na zajęcia do mamy:D

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

PRAWA AUTORSKIE

Cała treść oraz wszystkie zdjecia na tym blogu sa mojego autorstwa!
Kopiowanie ich,przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w części bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich!