31 paź 2011

Wygrana!!!

Wygrałyśmy Candy na Babylandii!!!! Po raz pierwszy los się do nas uśmiechnął :) Super uczucie!!! A co najważniejsze i najdziwniejsze (nie wiem jak dziewczyny to zrobiły) prezent dotarł do nas przed hallowenowym przyjęciem. I naszych gości powitał taki piękny widok:
Jeszcze raz bardzo dziękujemy Mamuśką z Babylandii!
A o naszej imprezie jutro...dziś sił bark :)

27 paź 2011

Nie ma jak pokazać coś dziecku :)

 "- Mamusiu mogę kledeczki?
- jasne, że tak. Weź sobie i rysuj."



















I dopiero po chwili taki przebłysk myśli...po co Ona mnie o to pyta??? przecież kredki są zawsze pod ręką...i nigdy nie pyta czy może rysować....
 Dobrze, że demakijaż był w pakiecie :D

Ciekawe ile razy jeszcze się zgodzę zanim zorientuję się na co się zgodziłam :)

25 paź 2011

Przygotowań cd

W niedzielę wieczorem myślałam, że nic gorszego niż chora na zapalenie spojówek Emma  nie spotka mnie podczas nadchodzącego urlopu. Jakże się myliłam...:( Zapalenie spojówek było leciutkie i szybko przeszło ale przyplątało się zapalenie krtani. I znowu to samo-myślałam sobie że gorzej nie będzie. Błąd. Jak może się skomplikować tygodniowy urlop kiedy dziecko i tak już chore??? Można się oczywiście zarazić!!!!
I tak oto mam wolne i siedzimy sobie z Emmą w domu chore na zapalenie krtani, bierzemy sobie nasze antybiotyki, zakrapiamy sobie oczy (tak zapalenie spojówek też sobie zafundowałam a co! A zakrapianie Emmie oczu zajmuje nam pół dnia i wykańcza, dobrze że dzisiaj koniec!) a w chwilach wolnych krążymy wokół halloween :)
 Kropkujemy nietoperze, malujemy pająki, kolorujemy dynie. Obowiązkowo trenujemy makijaż...a czas umilają opowadanki-wymyślanki Emmy (wymyślanie historii naszpikowanych pytaniami to ostatnio hit)
 i sprawdzamy w co by się tu przebrać.
Zrobiłyśmy sobie lampiony słoikowe.


 A w międzyczasie ofiarami halloween padają lalki - jakieś mumie musimy mieć :)





Emma zawzięcie obklejała słoiczki, robiąc awanturę przy każdej próbie wtrącenia się.
 Efekt wart był zachodu. Pozytyw tych lampionów w porównaniu ze świecącą karocą jest to że nie znajdę ich za kilka dniu na wpół spleśniałych:)
 Wyklejałyśmy plasteliną czarownice (pomysł z Babylandi)
Ozdabiamy nietoperze i pająki...
a później przyczepiamy je żeby sobie straszyły...
jak na razie skupiłyśmy się na schodach.

23 paź 2011

Szykujemy się.....

Długo temat był mi obojętny...nie denerwował jak niektóre zwyczaje z za Wielkiej Wody ale też zupełnie nie przeszkadzał....aż do czasu kiedy trzeba było się ustosunkować...piszę oczywiście o Halloween. Świętowanie Halloween uważam za nieszkodliwe i zabawne! Nie uważam, że w jakikolwiek sposób "obraża", ośmiesza przyjęte w naszym kraju Święto Zmarłych. Nie wydaje mi się, żeby wspomnienia o zmarłych powinny wywoływać tylko smutek. Oczywiście żal po stracie kogoś bliskiego pozostaje ale można wspominać z radością  chwile spędzone z taką osobą. Poza tym oswajanie dzieci (bo to głównie dla nich to nowe amerykańskie Święto) z tematem śmierci i różnych "potworności" w wesoły sposób to jak dla mnie dobre rozwiązanie. I tyle tytułem wstępu...
I my bawimy się w tym roku! Może jeszcze nie w pełnym wymiarze a wachlarz możliwości jest bardzo szeroki....u nas skromniutko ale zawsze trochę sssssstraszszszszy....
Zaczęłyśmy przygotowania od skonstruowania naszego nowego kolegi Pana Szkieleta. Emma dzielnie składała wg obrazka tylko momentami miała inne zdanie niż ewolucja :D To jak bawiło ją pokazywanie gdzie u niej znajdują się poszczególne kości doprowadzi chyba do kontynuacji tematu w najbliższej przyszłości :)
 A kiedy Pan Szkielet był już gotowy (łączenie drutem nie było najlepszym pomysłem...palce bolą :() Emma znalazła dla niego miejsce "spoczynku".

 I kolejny etap zabawy...na przeciwko drzwi jest lustro. Szukanie kości u siebie z modelem za placami.
 Nasz Kolega nie był długo sam....
 Dołączyła do niego rodzinka rolkowych nietoperzy. A właściwie jej część, nie wszystkie nietoperze dorobiły się skrzydeł.
 Pozaginane rolki, pomalowane czarną farbką a skrzydła z czarnego papieru (my miałyśmy blok techniczny i to trochę utrudniło pracę, ciężko pozginać i umiejscowić-przepchnąć przez korpus nietoperza)

I jeszcze rodzinka duszków z masy solnej (nadal jej nadużywamy). Mało straszne są ale cóż :D miłość do fioletowego kwitnie a Emma ma zawsze własną wizję...a ja się kłócić nie będę...


Kolejne straszydełka wkrótce powinny się pojawić. Oby starczyło czasu. A na sam wieczór halloween mamy już wymyślone potworne potrawy :) i oczywiście szykujemy słodycze. W ubiegłym roku dzieci z osiedla nas totalnie zaskoczyły wizytą "Cukierek albo psikus" ale w tym roku nie damy się zaskoczyć :)

20 paź 2011

Jesienna półka

Pory roku, temat rzeka. Postanowiłam zrobić z Emmą tabliczki Cztery pory roku Emmy. Zaczynamy od jesieni i u nas E jak jesień :) Literka wyklejona żołędziami, kasztanami, owocami dzikiej róży. A dodatkowa na planszy przypominacze jesiennych dni...

 I po zrobieniu pierwszej planszy pojawił się problem co z nią zrobić do czasu pojawienia się kolejnych trzech? Wszystkie cztery maja zawisnąć razem. Ale pojedyncza? Jak na razie znalazła miejsce na naszej jesiennej półce.
 A jesienna półka powstała po tym jak mocno wstrząsnęło wszystkimi szybkie wymuszone pożegnanie z naszą dyniową karocą. Karoca a raczej materiał z którego powstała nie wytrzymał w starciu z czasem....i wziął się rozłożył...I z jednej strony trzeba było jakoś zająć/odwrócić uwagę dziecka, a z drugiej zrodziła się w mnie obawa (nie bezpodstawnie zresztą) że reszta naszych jesiennych zbiorów będzie narażona na podejrzenia i krytykę ze strony osób nieprzychylnych tej porze roku. Tak czy owak półka została  zorganizowana.
I jak na razie zdaje egzamin.

A jesienne zabawy jeszcze przed nami...

15 paź 2011

Dynia

Poznajemy dynie. Nigdy wcześniej dynia się u nas nie pojawiła aż do dziś. Emma się zaprzyjaźniała :) Oglądała , głaskała i takie tam...
 Wielką zagadką było co ta dynia ma w środku...
 Po obejrzeniu wnętrza i wybraniu kilku nasion Emma stwierdziła, że ona nie będzie "sprzątała" wnętrza dyni, bo mama lepiej to potrafi...
 A potem trzeba było coś z tą dynią zrobić. Pomysł na to coś przyszedł do nas z tego bloga.
 Emma podchwyciła od razu pomysł zrobienia karocy dla Kopciuszka!
 Ozdabiała dyniową karocę z zapałem.
 I jak to mówi Emma "Panie i panowie dziewczęta i chłopaki oto karoca Kopciuszka!"
 I wersja wieczorna tuż przed balem!

14 paź 2011

Kredki z odzysku

Plany na recykling kredkowy miałam od dawna. I nadszedł wreszcie ten moment (czytaj: ilość połamanych, zbieranych kredek świecowych jest ogromna) żeby spróbować. Emma z kredkami świecowymi się ostatnio nie rozstaje. Nastał u nas etap kolorowania na skalę masową. A że nacisk rączki na kredkę jest jeszcze bardzo intensywny....mamy dużo materiału do recyklingu. I tak kredki zostały "obrane" częściowo przez mamę częściowo przez Emmę i dołamane jeśli była taka potrzeba.
Fragmenty kredek Emma wstępnie posortowała kolorami a potem porozkładałyśmy je  do foremki do lodu. Tu moja pierwsza obawa o to czy pojemnik do lodu nie stopi się w piekarniku...ale dał radę.
Po stopieniu wyglądały ślicznie.
I o ile pomysł jest fajny i dziecko się cieszy z nowych kredek (już są w użyciu) tak foremki zupełnie się nie nadają :( Zbyt skomplikowane te nowo powstałe kredki. Nie udało się ich wyjąć bez uszkodzeń. Końcówki ramion tych gwiazdek się odłamują niestety.
Za całą pewnością jeszcze sobie takich kredek z odzysku naprodukujemy ale już w innych foremkach :)

13 paź 2011

"Płaszcz Józefa" i trudna sztuka cięcia

Emma brała udział w warsztatach artystycznych w ramach promocji książki "Płaszcz Józefa, czyli coś z niczego" Simmsa Tabacka. Pomysł na taką promocję książki rewelacyjny. W bardzo miłej atmosferze dzieci miały okazję poznać kulturę z która na co dzień się nie spotykają (tzn Emma się nie spotykała do tej pory). A po przeczytaniu książki same mogły wprowadzić w życie hasło przewodnie i zrobić coś z niczego. Zajęcia bardzo udane!  
 Ale dla nas (a w zasadzie dla mnie) najważniejsze okazało się to, że nie zawszy to co mówi, pokazuje mama jest dla dziecka najlepiej przyswajalne :)  Chodzi mianowicie o trudną sztukę posługiwania się nożyczkami. Nożyczki jako narzędzie ostre stanowią od "zawsze" przedmiot pożądania...i chociaż dostęp do nich nigdy nie był ograniczany, zapał nie maleje. Ale nieograniczony dostęp nie wywołał niestety rozwinięcia umiejętności cięcia. Kolejne próby pokazania Emmie jak trzymać nożyczki jedną ręką kończyły się tak, że owszem chwytała jedną ręką (prawidłowo) potrzymała chwilę i wyciągała paluszki żeby wyciąć coś już z wykorzystaniem obu rąk. I tak to sobie trwało i trwało...Aż na warsztatach ktoś inny niż mama tzn. prowadząca zajęcia i mama Marka i Janka (dzięki której poszłyśmy na te warsztaty za co wdzięczne jesteśmy ogromnie :D) pokazały małej dziewczynce jak nożyczki trzeba trzymać! I o ile wiedza ta nie została wykorzystana od razu...tak następny poranek pokazał, że dziecina moja nabyła nową umiejętność :)
 I rozpoczęło się Wielkie cięcie! Nie można tego jeszcze nazwać wycinaniem ale nie wymagajmy zbyt wiele:)
Ale za to tniemy teraz co popadnie....

Jedne warsztaty a ile korzyści...spotkanie z ciekawymi ludźmi, poznanie nowej kultury, zakup nowej ciekawej książki i oczywiście umiejętność obsługi nożyczek :)
Saro jeszcze raz dziękujemy za informację!

12 paź 2011

Leśny pojemnik

Brak czasu, ciągły nieustający barak czasu...tak u nas jest ostatnio. Wszystko się dzieje jednocześnie. Październik to w naszej rodzinie miesiąc trudny, składa się na to wiele rzeczy m.in. początek roku akademickiego i szał chryzantemowy (o udziale Emmy w tym drugim niedługo:)). A przez to, że czasu tak mało nasze plany zabawowe są ciągle przekładane (poznawanie lasu, halloween i inne). Ale jakoś dziecko trzeba zająć :)
Nasza kolekcja "skarbów" jesiennych się rozrosła, zwłaszcza jeżeli chodzi o kasztany i żołędzie. same nazbierałyśmy dużo a wujek Zbyszek doniósł resztę. Plan robienia duuużej ilości ludzików upadł przy drugim podejściu. Ja nie przepadam za tą formą, zawsze kończy się to dla mnie hamowaną wściekłością i pokaleczonymi dłońmi :( Kilka ludzików powstało ale nie wykorzystałyśmy nawet połowy naszych zbiorów. Na szybko powstał pojemnik leśny.
W pojemniku: kasztany, żołędzie, ziarniaki kukurydzy, niełuskany słonecznik, szyszki, grzybek (teraz już grzybki), liście dębu i mieszkańcy lasu: ptaszek, myszki, wiewiórki, lis (oczywiście rabuś), leśniczy i jego pies.
Zadanie główne pomóc zwierzątkom w gromadzeniu zapasów na zimę i ochronić ich zbiory przed lisem. Ochrona przed lisem rabusiem to pomysł Emmy, dla której każdy lis jest rabusiem i raczej ten efekt oglądania Dory nie minie za szybko.  Dodatkowo segregowanie i układanki kasztanowo-żołędziowe i oczywiście tradycyjny misz-masz pojemnikowy :)
Do pojemnika jak zwykle zestaw "narzędzi".

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

PRAWA AUTORSKIE

Cała treść oraz wszystkie zdjecia na tym blogu sa mojego autorstwa!
Kopiowanie ich,przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w części bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich!