29 lis 2011

"Grzyby" Brzechwy w pudełku...

Pewnego pięknego jesiennego dnia Emma wybrała się na wycieczkę do lasu...niczego nie podejrzewając spacerowała...a za jej plecami rozgrywały się straszliwe sceny....(wystarczyło otworzyć pudełko)

"Król Borowik Prawdziwy szedł lasem 
Postukując swym jedynym obcasem, 
A ze złości brunatny był cały, 
Bo go muchy okrutnie kąsały. 
Tedy siadł uroczyście pod dębem 
I rozkazał na alarm bić w bęben: 
"Hej, grzyby, grzyby, 
Przybywajcie do mojej siedziby, 
Przybywajcie orężnymi pułkami. 
Wyruszamy na wojnę z muchami!" 








 Odezwały się pierwsze opieńki: 
"Opieniek jest maleńki, 
A tam trzeba skakać na sążeń, 
Gdzie nam, królu, do takich dążeń?!" 

Załkały surojadki: 
"My mamy maleńkie dziatki, 
Wolimy życie spokojne, 
Inne grzyby prowadź na wojnę." 




 Zaszemrały modraczki: 
"Mamy całkiem zniszczone fraczki, 
Mamy buty wśród grzybów najstarsze, 
Nie dla nas wojenne marsze." 

Zastękały czubajki: 
"Wpierw musimy wypalić fajki, 
Wypalimy je, królu, do zimy, 
W zimie z tobą na wojnę ruszymy." 

A król siedzi niezmiennie pod dębem, 
Każe znowu na alarm bić w bęben: 
"Przybywajcie, pieczarki, maślaki, 
Trufle, gąski, purchawki, koźlaki, 
Bedłki, rydze, bielaki i smardze, 
Przybywajcie, bo tchórzami pogardzę!"







Ledwo rzekł to, wtem patrzy, a z boru 
Maszeruje pułk muchomorów: 
"Przychodzimy z muchami wojować, 
Ty nas, królu, na wojnę prowadź!" 
 Wojowały grzybowe zuchy, 
Pokonały aż cztery muchy. 
Król Borowik winszował im szczerze 
I dał wszystkim po grzybowym orderze. 
A tak powstawał nas las w pudełku 
A przedstawienie jest hitem ostatnich dni...mimo braku czasu mamy...nie trwa ono zbyt długo na szczęście i nawet w całym szaleństwie ostatnich dni można się chwilę pobawić...







19 lis 2011

Gorące kamienie

W zeszłym tygodniu na spacerze nazbieraliśmy kamieni. W domu zostały dokładnie umyte. Emma szorowała kamienie z wielką pasją :) Trudne do umycia gąbką miejsca szorowała szczoteczką do zębów :) 
 Umyte, wysuszone kamienie przez kilka dni budziły zainteresowanie. Sprawdzałyśmy jakie uda się rozróżnić na kamieniach kolory, jakie są w dotyku i czy są zimne czy ciepłe(Emma sprawdzała też jakie dźwięki wydają w zderzeniu z podłogą, kanapą, rzucone przed siebie czy rzucone w bok....ale to już nie całkiem za moją zgodą).
 A kiedy znudziły się te zabawy jeszcze raz sprawdziłyśmy czy kamienie są ciepłe....okazało się, że raczej nie...i wtedy trafiły do piekarnika (150 stopni przez ok 15 minut)
 A rozgrzane kamienie (nie było wątpliwości, że są jeszcze zimne) trafiły na stolik i kredki świecowe poszły w ruch. Emma po pierwszym leciutkim dotknięciu kamienia zażądała rękawiczki w celu zabezpieczenia ręki bez kredki :)
 Kiedy była już gotowa (bezpieczna ręka na wszelki wypadek nawet nie zbliżała się do kamienia :)) kamienie zostały pomalowane topiącymi się kredkami świecowymi. Małe kawałki kredek pozostawione na kamieniu topiły się i rozlewały po kamieniach
 A oto i nasza kolekcja świecowych kamieni.
Pierwsza reakcja Emmy po dotknięciu kamieni z zastygniętymi już świecówkami: "ale one są teraz gładziutkie, zupełnie nie jak kamienie' :-D

17 lis 2011

Ciecze

Interesują nas ostatnio (bardziej niż za zwyczaj) ciecze. 
Butelka po soku stała się pierwszym 'opakowaniem' testowym pt. miesza się czy nie? Emma z przejęciem wlewała oliwę (puszka z przeterminowaną oliwą jakoś schowała się w szafce i zyskała nowe życie) a potem wodę.
Dodatek barwników z bibuły wzbudził największy zachwyt...
Kuleczki barwnika na granicy faz i obserwacje jak barwniki powoli rozpuszczają się w wodzie...
A na koniec podpatrzone na jakimś blogu wrzucanie tabletki musującej. Powstające "gejzery" powtarzaliśmy kilka razy
Niestety nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia :(

15 lis 2011

Telefon księżniczki

Firma Trefl poprosiła Emmę o przetestowanie zabawki firmy Vtech. A ja dostałam zadanie trudniejsze polegające na opisie jej reakcji na to testowanie i wyrażenia opinii o zabawce. Obiektem "badań" był w naszym przypadku 'Telefon księżniczki'(nie ma co ukrywać, że skrycie liczyłam na 'Globus podróżnika' :D)
Zabawka ma edukacyjne drugie dno - ma ułatwiać zapoznanie się z cyframi. Otrzymaliśmy więc telefon....
Pierwsza reakcja to oczywiście radość z nowej zabawki a później seria pytań "Co to jest?" i nie dziwiło mnie to bo Emma zawsze zadaje to pytanie. Odpowiedziałam , że to telefon. Otworzyliśmy opakowanie i znowu pojawiło się pytanie "ale co to za zabawka?" i tu już się zastanowiłam i wychodzi na to, że moje dziecko nigdy takiego typu telefonu nie widziało :)
 -"Halo w czym mogę pomóc"- pyta miły głos Pani z telefonu
- "Hmmm właściwie to nie wiem" - odpowiada Emma i odkłada słuchawkę :-D
To była pierwsza rozmowa przeprowadzona przez telefon księżniczki :)
A dale już zabawa...na 5 sposobów. Emma najbardziej lubi wyszukiwanie cyferek, głos z telefonu wypowiada cyfrę i trzeba ją wcisnąć. Są jeszcze inne zadania ale nie zauważyłam żeby ją  zainteresowały. Przegląda sobie książeczkę z numerami telefonów do różnych księżniczek z bajek. Ale głównie traktuje zabawkę jak telefon...z tym, że po chwili musi odłączyć słuchawkę. Twierdzi, że coś jest z tym telefonem nie tak bo słuchawka jest przyczepiona :) 
Ogólnie uważam testowanie zabawek za bardzo przyjemne :-D. U nas dawno takiej interaktywnej zabawki w domu nie było i telefon był atrakcją. Sama nie pomyślałabym o takim  zakupie ale Emma chętnie się tym telefonem bawi. A mi nie działa on na nerwy zbytnio, głos Pani "telefonistki" jest całkiem przyjazny i bardzo wyraźny. Dziecko nie ma problemu ze zrozumieniem i nie muszę odpowiadać na pytanie "co mówi ?" jak to miało miejsce przy okazji innej zabawki "mówiącej" jakiś czas temu. 
Jak na razie Emma telefonem się bawi średnio raz dziennie przez kilka minut, tylko pierwszego dnia zajęła się zabawą dłużej, zobaczymy jak będzie dalej.

13 lis 2011

Gdzie te grzyby?

Nie zmiennie od kilku tygodni zajmuje nas temat Las. Czytam sobie i opowiadamy o różnych tematach związanych z tym kto i co w lesie żyje. Korzystając z ostatnich chwil tak słonecznej pogody wycieczki do lasu są obowiązkowe. Nie udało nam się w tym roku jednak wybrać na grzyby tak jak w roku ubiegłym :( ale temat grzybów powrócił przy okazji ostatniej wycieczki. Emma przed wyjściem stwierdziła, że idziemy na grzyby i ona  musi mieć wiaderko żeby te wszystkie grzyby znaleźć....hmmm
Wybierając się do lasu można się było spodziewać, że grzybów raczej nie będzie...ale Emma jakoś nie wierzyła, że listopad to nie jest najlepsza pora na grzybobranie. Z entuzjazmem "rzuciła" się na poszukiwania...
 bardzo szybko pojawił się znak STOP i okrzyk "Znalazłam...ale nie grzyba. To skamilina, taką już mam. Gdzie te grzyby???"

 I po długich poszukiwaniach znalazł się jeden Grzyb. Trafiło się jeszcze kilka zmasakrowanych egzemplarzy i na tym koniec "grzybobrania".
 Ale wycieczka do lasu i tak była ciekawa...szukaliśmy domów zwierząt (z lepszym rezultatem niż poszukiwania grzybów)
 Trafiliśmy też na paśnik. Emma trochę nie chciała uwierzyć jaka jest jego funkcja...
 a jak już uwierzyła, to okazało się, że biedne zwierzątka na pewno już są głodne i trzeba siana dostarczyć :)
 A kiedy już się poddała i stwierdziła, że grzybów nie ma, zapragnęła zbadać inne piętra lasu.
A po powrocie do domu brak grzybów tak nam doskwierał, że zrobiłyśmy sobie grzybki własnej produkcji z masy solnej.

W planach były jeszcze grzybki z korków (alkoholizm w narodzie się szerzy : D ), ale nastąpiła zmiana koncepcji. Powstało kolejne jesienne drzewo. 
 A tu efekty naszego "grzybotworzenia" (jeszcze przed lakierowaniem).
Teraz trwają przygotowania do przedstawienia z grzybami w roli głównej.

12 lis 2011

Akcja gotowanie

Ja niestety nie mam talentu do gotowania...a w zasadzie to nie wiem czy nie mam talentu...bo za bardzo nie próbowałam tego sprawdzać :). Wizyty w kuchni są dla mnie stresujące i nie sprawiają zbyt dużej przyjemności(inaczej ma się sprawa z jedzeniem). A Emma uwielbia pomagać w kuchni i zazwyczaj pomaga tacie...ale rozpoczynamy w domu nową akcję Gotowanie z moim udziałem! 
Założenie jest takie, że raz w tygodniu będziemy coś razem "gotować" (cudzysłów jest konieczny ponieważ nie jestem pewna czy to co robimy zasługuje na miano gotowania). A żeby nam było łatwiej będziemy się wspierać książkami kucharskimi dla dzieci. Pierwsza książka tego typu, która Emmę zainteresowała to "Książka kucharska Kubusia Puchatka". Pochodzi ona ze zbioru książek z mojego dzieciństwa. Wybór Emmy podoba mi się z dwóch powodów. Po pierwsze przepisy są bardzo proste :) nawet ja daje radę bez wysiłku. A po drugie ja te potrawy pamiętam z czasów kiedy gotowanie było zabawą i bardzo miło sobie przypomnieć smak pierwszych dań jakie sama przygotowywałam :)

Na pierwszy ogień poszła "Grzanka z jajkiem Kubusia". Oczywiście wiem, że nie jest to nic nadzwyczajnego (zwykły chleb obsmażany z jajkiem) ale i tak Emma była zachwycona.
 I co najważniejsze...jadła coś dla niej nowego! A to nie często się w domu zdarza!!!
 Kolejne danie to "Serowy pudding Prosiaczka". Nazwa dziwna ale przepis jakby stworzony do przygotowania przez przedszkolaka.
 Prawie wszystko Emma mogła zrobić sama! I to jej się najbardziej podobało!
 Co chwilę sprawdzała sobie w przepisie co dalej...

 Efekt zapiekankowy :)

A przed nami jeszcze zabawy z: "Dzieciaki do kuchni", "Rymowane przepisy na kuchenne popisy" i mój osobisty faworyt "Cecylka Knedelek"! Cecylka była pierwszą książką kucharską dla dzieci jaką kupiłam. Jak tylko ją przeglądnęłam po raz pierwszy wiedziałam, że musimy ją mieć! Niestety jak to u nas często bywa, mój wielki entuzjazm spowodował, że Emma o Cecylce nie chce słyszeć :( I dlatego mam tajny plan żeby zaprzyjaźnić ją na początek z krótszymi (cieńszymi) książeczkami o Cecylce i dopiero później wrócić do tej cudownej książki kucharskiej.



A dziś rano w trakcie przygotowywania śniadania towarzyszył nam wierszyk z "Rymowane przepisy na kuchenne popisy" pt. "Jajecznica ze szczypiorkiem
Wspólne gotowanie to super zabawa!

9 lis 2011

Pasowanie

Od dziś mamy w domy prawdziwego przedszkolaka :) W Emmy przedszkolu odbyło się Pasowanie. Ja jak zwykle byłam pełna obaw...Emma nie chodziła do przedszkola w trakcie głównych przygotowań. Ale było SUPER! Malutki przedszkolak (Emma jest w przedszkolu najmłodsza i najniższa jak się okazało :)) dał radę :))) Przedstawienie się udało, dzieciaki były świetne :)
W kulminacyjnym momencie nastąpiło pasowanie na przedszkolaka i maluchy bardzo dumnie dołączyły do grona prawdziwych przedszkolaków. Emma na początku występów była lekko zdezorientowana, tak przynajmniej po jej minie wnioskuje. Ale jak tylko zlokalizowała rodzinę (wsparcie miała liczne bo oprócz mamy i taty była babcia, dziadek i prababcia :D) rozkręciła się na dobre.
 A po pasowaniu dzieciaki otrzymały prezenty i aż trudno uwierzyć ile radości sprawił mojej córeczce ten upominek. Nie wspominając już o zachwycie kiedy okazało się że czekają jeszcze upominki od dziadków i prababci :)
A na koniec była niespodzianka w ogrodzie przedszkola! Każdy nowo pasowany przedszkolak dostał wielki lampion!
 Nasz lampion też poszybował w niebo. Z małymi perturbacjami ale za to najwyżej ze wszystkich :) Tata obsługiwał lampion a dziadek umożliwiał Emmie rewelacyjny widok :)
 Dzieciaki były zachwycone, rodzice zresztą też.
I tym samym mamy za sobą pierwsze wydarzenie w przedszkolu, pierwsze występy Emmy....będzie tego wszystkiego coraz więcej i mam nadzieję że się przyzwyczaję do tych emocji i nie będę już tego AŻ tak przeżywać :)

7 lis 2011

Szał chryzantemowy

Już pisałam że październik to dla naszej rodziny trudny i długi miesiąc. Miesiąc w ciągu którego dookoła Emmy dużo się dzieje, jest mało czasu na zabawę i czasem za dużo jest nerwów...ale jakie wspomnienia i ile można się nauczyć w tym październiku. Główne powody dla których  październik jest specyficzny są dwa. Pierwszy z nich to rozpoczęcie nowego semestru i koniec "mentalnych" wakacji dla mamy :) a drugi to zaburzenia spokoju u dziadków Emmy. Babcia i dziadek zajmują się bowiem produkcją ogrodniczą a konkretnie uprawą kwiatów. A październik to koniec uprawy chryzantem i niezły "szał chryzantemowy".    
A tak było w ubiegłym roku.



 A poza wąchaniem kwiatków Emma poznaje cały proces produkcji aż po sprzedaż :) Nadzoruje nawet wyjazd ciężarówek...
 I oczywiście na każdym etapie jej pomoc jest nieoceniona!
 Ale zanim możliwy jest załadunek i sprzedaż....
 są długie miesiące ciężkiej pracy...
 Emma często z babcią lub z dziadkiem "odwiedza" pracowników :) I pomaga jak może...tylko do doniczkarki nie chcą jej dopuścić....ale może w przyszłym roku się uda :)jak na razie Emma daje radę łopatką.
Ale jeżeli trzeba coś przenieść, przynieść to Ona zawsze...
A po racy można sobie poszaleć :)
A to moja ulubiona mina...włos się jeży ile tu tego :O I kto by pomyślał, że kwiatki nie biorą się z kwiaciarni :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

PRAWA AUTORSKIE

Cała treść oraz wszystkie zdjecia na tym blogu sa mojego autorstwa!
Kopiowanie ich,przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w części bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich!