19 lut 2013

Czasem trzeba zaszaleć

Jak to się stało?
 O to jak:
 Równowaga to podstawa
 A lekko nie jest
 Jak szaleć to szaleć
 "Będę jak mumia"
 I cóż trzeba się odmoczyć...
I tak było spokojniej niż np przy tworzeniu tego dzieła :)

17 lut 2013

Co słychać w mrówkarium?

Jakiś czas temu pojawiła się nowe pseudoformikarium (klik), które czekało tylko na nowych lokatorów. Pierwsze zakupione mrówki okazały się za małe, a w zasadzie to otwory wentylacyjne kul okazały się za duże. Powstał plan zakupu gatunku mrówek o większych gabarytach. Nie było to jednak tak proste. Mrówki   innych gatunków nie do końca nadawały się do życia w takich warunkach lub okazywało się, że kupując kolonię dostaje się np jedną królową i jedną robotnicę :( co przy takiej wielkości mrówkarium nie jest najlepszy rozwiązaniem. Ostatnia próba zakupu dużej kolonii L.niger skończyła się wprowadzeniem lokatorów do naszego pierwszego formiarium. A nowe pozostawało nadal bez lokatorów...aż do momentu w którym rosliny, które Emma tam wysiała nie zaczęły wchodzić w fazę ostateczną...i nagle pojawił się ...muszki owocówki!
I chociaż mogłoby się wydawać, że to niezbyty dobra wiadomość (kto chciałby mieć mini wylęgarnie muszek w domu?) to dla nas było to zrządzenie losu! Mamy w końcu w domu również MODLISZKĘ, z którą największy problem polega na dostarczaniu żywego pokarmu. Modliszka nasza świeżo po wylince była bardzo wygłodniała! I tak oto formikarium zyskało nowego lokatora!
Kula okazała się domem idealnym! Zwłaszcza uwzględniając dostęp do pokarmu z każdego przewodu!
Muszki szybko się zorientowały, że wędrówki czerwonymi przewodami w kierunku tej jednej kuli nie kończą się najlepiej. Ale nadal chętnie wchodziły do karmidełek
lokatorka błyskawicznie wyczuwała gdzie pojawiło się jedzonko :) Chwila nieuwagi ciekawskiej muszki i obiad gotowy.

Niestety muszki szybko się skończyły i jakoś nowe nie chcą się pojawić...a w zasadzie to nawet dobrze, bo modliszka urosła na tyle, że małe muszki jej nie interesują...i teraz dopiero jest problem z jej karmieniem! Byle do wiosny!
Na wiosnę czekamy jak na wybawienie, owady typu muchy będą bardziej dostępne a poza tym będziemy mogły nazbierać mrówek do mrówkarium!

9 lut 2013

Domek

"Puk, puk...kto tam?" i ostatnio odpowiedź jest jedna - choroba! Nieustanny kaszel, powracająca gorączka...Jest ekstra.
Dużo czasu spędzonego w domu. I stąd pomysł na domek.
 Kartonowy domek, kupiony w jednym z marketów, którego główną zaletą jest ilość czasu jaką przy nim (lub w nim) można spędzić. Składanie a potem ozdabianie!
 Pomalowanie domku to na pewno nie jest zajęcie na jedno posiedzenie.
 Każde podejście przedzielone podziwianiem efektów i przerwami
 Ale domek spełnia jeszcze jedną baaaardzo ważną u nas funkcję! Emma może się tam schować. Jej potrzeba "muszę pobyć SAMA" coraz mocniej wzrasta. Jak na razie nie jest to jeszcze etap, pójścia do swojego pokoju i trzaśnięcia drzwiami (łazienka na tym samy poziomie mieszkania owszem) ale potrzeba izolacji "przestrzennej" już się pojawiła i domek świetnie się sprawdza!
 A życie w domku kwitnie! Ważne oczywiście, żeby były książki, żaba i coś do jedzenia :)
 Czasem dochodzi również do prób zmiany wystroju wnętrza domku.
I oczywiście domek coraz bardzie jest "wykańczany" na zewnątrz. Techniki przeróżne.
Teraz kiedy Emmka znowu nie do końca zdrowa, mama wróciła z delegacji (a tata właśnie się na takową wybiera) domek przeżywa renesans!

3 lut 2013

Kobieta zmienną jest

Pewna młoda kobieta o włosach zbliżających się długością do kategorii "roszpunka" zapragnęła zmiany 
 Zmiana była potrzebna również ze względów praktycznych...czesanie nie było łatwe
 Tadam! Dziewczynka po wizycie u fryzjera! Nie udało się osiągnąć celu. Nawet Pani fryzjerka nie chciała się zgodzić na wizję Emmy pt. "Na chłopaka". Irokez tez nie przeszedł...może następnym razem. Udało się tyko wyprosić grzywkę.
 Włoski podcięte, grzywka jest a Emma już snuję pomysły jak obetnie się następnym razem :)

2 lut 2013

Narty

Po długich oczekiwaniach w miniony weekend udało się! Emma z dziadkiem wybrali się na narty.  
 Pierwsze kroki zaliczone.
 I pierwsza lekcja rozpoczęta. "eL-ka" wyruszyła na oślą łączkę :)
 Cierpliwy instruktor...
 nie ma najlżejszej pracy (na drugim zdjęciu pozycja w której instruktor "przebywał" większość lekcji)
Żeby Emmy nie zniechęcić zbyt długą nauką później już tylko zabawa...

 Zdarzały się nawet pojedyncze próby samodzielnych zjazdów
 I w końcu po bardzo długim marudzeniu wnuczki dziadek zgodził się zabrać ją "na haki" :) Haki to nazwa Emmy na wyciąg talerzykowy, który był upragnionym celem od chwili kiedy tylko go zobaczyła.
 Wjechali i zjechali :) Ale dla Emmki to jeszcze trochę za wcześnie czeka ją sporo ćwiczenia zanim "haki" będą dla niej :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

PRAWA AUTORSKIE

Cała treść oraz wszystkie zdjecia na tym blogu sa mojego autorstwa!
Kopiowanie ich,przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w części bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich!