10 lip 2013

Mikroby cd.

Po powrocie z wyprawy do laboratorium pożywki musiały zostać wykorzystane.
Na początek odciski rąk: lewa i prawa
 a że rączki nie pierwszej czystości...
obowiązkowy wymaz z buzi :)
 monety
i części liści bananowca i trochę ziemi z doniczki.
Szalki powędrowały na kilka dni do szafki...a po tygodniu rozpoczęło się codzienne oglądanie.
 I potwierdziło się po raz kolejny, że na nie umytych rękach czają się przeróżne mikroby...tym razem obecność grzybów udało się bezdyskusyjnie potwierdzić.
 Ręka prawa...tu nie można było mówić o różnorodności...szalka całkowicie porośnięta grzybem i miliony zarodników na brzegach
 I stopa. Prawdziwe szaleństwo różnorodności
 Monety mnie rozczarowały z dwóch powodów. Po pierwsze nie potwierdziły mojego ciągłego ględzenia o tym jak "brudne" i pełne zarazków są pieniądze (Emma uwielbia się bawić monetami) a po drugie widziałyśmy pięknie obrośnięte monety na któryś pokazach i miałam nadzieję, że uda nam się uzyskać podobny efekt. Niestety rozwinęły się tylko dwie kolonie i to też prawdopodobnie z rąk albo powietrza a nie z monet. Może następnym razem...
 Grudka ziemi i fragmenty liści nie zawiodły.
I tak coraz mocniej poznajemy mikro świat. Uzupełniłyśmy też zeszyt "mikrobowy" (możne uda się zrobić zdjęcia)

8 lip 2013

Emma i ZAKAMARKI

Ostatnio czytamy bardzo, bardzo dużo! Chociaż w sumie to czytamy jak zwykle...tylko te ulubione książki coraz obszerniejsze :) Choroby Emmki i długie weekendy ujawniły bardzo dobitnie jej nowe "fascynacje" książkowe :)ale zanim o nich, a one niesamowicie mnie cieszą, trochę o tym co ostatnio czytamy/czytałyśy:

"Elmer i Róża", "Elmer i zagubiony Miś" i "Elmer Wielka Księga Przygód" -  powrót do niestandardowego słonia mamy zaliczony. Ja nadal nie pałam zachwytem, chociaż rozumiem "przydatność" i tych historyjek ale nie urzekają...mnie przynajmniej. Emma nadal lubi a ja nie mam się tak naprawdę do czego przyczepić...tym samym czytamy.








Zupełnie inaczej jest z "Poczytaj mi mamo. Księga trzecia"
Kolejna dawka wspomnień z dzieciństwa dla mnie! Zwłazcza, że ten tom zawiera moje ukochane "Boje się" Małgorzaty Musierowicz!!! Emma trochę mniej zachwycona, twierdzi, że zna już na pamięć a wcale nie chciała "bo Ty mamo ciągle byś to czytała" :( i muszę się powstrzymywać żeby nie obrzydzić dziecku całkiem :)





Jednak hitami ostatnich miesięcy okazują się książki z jednego głównie (poza Basią) wydawnictwa. Przez pewnien czas nie budziło to moich "podejrzeń" ale w  pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy to napewno przypadek, że czytamy ciągle książki wydane przez Zakamarki. I o ile ja rzeczywiście jakoś lubię autorów, których książki są przez nich wydawane tak Emma za bardzo nie mogłaby zwracać na to uwagi...więc jak to się dzieje, że w bibliotece przynosi po swoich poszukiwaniach książki akurat tego wydawnictwa? Jak to możliwe, że w księgarni szuka i przegląda książeczki aż znajdzie coś "zakamrkowego". Przez te kilka dni powstały różne teorie spisku,  np że można szata graficzna jakoś jej się dobrze kojarzy, ilustracje podobne - ale to nie do końca prawda ponieważ poszczególne "cykle" książkowe różnią się mocno od siebie. Emma pytana dlaczego chce akurat te książki odpowiadała "bo taaaaak" co niewiele wyjaśniało :) Zagadka zostałą rozwiązana dość szybko kiedy dziecko zostało "przyłapane" na gorącym uczynku... we własnym pokoju...z katalogiem wydawnictwa na kolanach...zaznaczając siebie, które książki już czytała :) Katalog był w domu od zeszłego roku i dziecko skrzętnie po odznaczało przeczytane pozycje. Teraz po Targach książki dostała nowy katalog :) Na wrocławskich  Tar­gach Książ­ki dla Dzie­ci i Mło­dzie­ży DOBRE STRONY czy kolejnych Wrocławskie Tanie Czytanie Emma bardziej zainteresowana była atrakcjami niż wybieraniem książek ale o nowy katalog (a raczej taką książkę z moimi książkami) zdążyła poprosić wcześniej, zanim wciągnęły ją zabawy





Ale wracając do zakamarkowych książek to nie będę pisać o Pippi, Emilu i książkach o nich dla najmłodszych bo to już za nami, Mama Mu i jej wszystkie przygody również znać musimy :) o Madice i jej siostrach też już pisałam. Za to muszę wspomnieć o książce, której przedłużanie w bibliotece co miesiąc stało się rytuałem (dopóki nie wyparła jej nowa miłość Emmy- Dunia) a była to dobrze nam znana Nusia tymrazem w zderzeniu z niesfornymi przyszywanymi braćmi "Nusia i bracia łosie" -           
Mina pt. "No cóż ...trudno...znowu to samo"
Nusia jest sama, nie ma rodzeństwa, za cicho jest w jej pokoju...Emma coś może o tym wiedzieć. I nagle pojawia się możliwość posiadania braci...Tylko po jakimś czasie okazuję się, że nie koniecznie spełniają oni oczekiwania dziewczynki, co do tego jak bracia mają się zachowywać. Nie potrafią sie bawić, nie chcę być tymi wymarzonymi braćmi. I Nusia decyduję się na przywrócenie spokoju w domu i wyprowadzkę łosi. Mi osobiście bardzo podoba się ta część Nusi (zwłaszcza wnioski jakie wyciąga po przygodzie z łosiami) ale po przeczytaniu jej jakieś 200 razy mam lekki przesyt i kategorycznie nie zgodziłam się na jej zakup do domu...ale pewnie jeszcze ją wypożyczymy.
Za to w domu pojawiła się nam "Nusia i baranie łby" - na jakąś nową Nusię musiałam się zgodzić :) I to jest jak dla mnie najmniej zrozumiała część tej serii. O ile już przyzwyczaiłam się do tego, że klimat  książek Lindenbaum jest dla mnie zagadkowy tak ta część Nusi i tak mnie zadziwiła. Ja nie wiem o czym jest ta książka tzn niby wiem, że o odmienności, o różnych potrzebach różnych osób ale i tak nie rozumiem...i nie muszę chyba :) Emma lubi, zaśmiewa się jak tylko pojawiają się owce jedzące plastry ...i chyba to najważniejsze.
                            Nusia i baranie łby
Poza Nusią poznałyśmy resztę "ekipy" tzn czytałyśmy o perypetiach Zlatanki i problemach z zaakceptowaniem partnera najfajniejszego wujka i różnych, czasem skrajnych zainteresowaniach Igora w przedszkolu. Zarówno "Zlatanka i ukochany wujek" i "Igor i lalki" Emma polubiła, ale nie jakoś przesadnie. Kontrowersyjności dotyczących wujka Zlatanki nie zauważyła zupełnie a i problem Igora jakoś nie wydał jej się problemem - ot zwyczajna opowieść o bawiących się dzieciach.
Zlatanka i ukochany wujekIgor i lalki

 Zakupy na Targach pozwolił też na poznanie Alberta w :"Posiesz się, Albercie" ale nie zrobił on u nas furory...przynajmniej czytany Pospiesz się, Alberciebo Emma lubi ta książkę oglądać i sam dopowiadać sobie historię.
Nie można zapominać o Ulfie Stark i współautorkach "Jak tato pokazał mi wszechświat" bardzo nostalgiczna, ciepła i kończąca się tak "prawdziwie" książeczka o spacerze syna i ojca i o próbie przekazania "wszystkiego" pokazania wszechświata...lubimy!
                                                   Jak tata pokazał mi wszechświat
 "Jak tato się z nimi bawił"  - dla mnie bardzo podobna do poprzedniej
                                                    Jak tata się z nami bawił
 I moja ulubiona - uwolniona mama w "Jak mama została Indianką" - piękna historia mamy oswobodzonej od smażenia kotletów i "dorosłości". Jeden dzień wolności i zabawy jak w dzieciństwie zadziwia syna, który pierwszy raz widzi swoją mamę bez społecznej roli matki.
                                                     Jak mama została Indianką
"Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze" a to kolejna książka o mojej ulubionej Lottcie! Czasami się zastanawiam, czy ja nie lubię Lotty bardziej niż Pippi...ale nie wiem, nie potrafię się zdecydować :) Lotta tym razem chce jeździć na rowerze tak jak starsze rodzeństwo...i wykorzystuje wszelkie dostępne metody, żeby to zrobić. Ciocia Berg i jej rower są niezbędnymi elementami tajnego planu...nie jest to zbyt "grzeczne" i pokorne dziecko. Nie jest to wyidealizowana postać, o nie! Lotta jest uparta, pewna siebie i zrobi wszystko żeby osiągnąć swój cel - jak prawdziwe dzieci. I za tą ją uwielbiam. Teraz czytamy "Lottta z ulicy Awanturników" i ucieczka z domu Lotty jest cudowna :)
                                                    Pewnie, że Lotta   umie jeździć na rowerze 
"Zimowa wyprawa Ollego"   też podbiła nasze serca. Emma trochę się bała mrocznego Króla  Zimy ale polubiła cały baśniowy świat Zimy...z Ciotką Odwilż włącznie :) Do tego cudnie wydana książka.                        
                                                   Zimowa wyprawa Ollego
I nie jest to ostatnie zakamarkowe słowo pozostały do opisania książki, które czytamy najczęściej, bez których nie może się zakończyć żaden wieczór...ale o tym następny post 

3 lip 2013

Laborantka-fitopatolog?

 "Korzystając" z zapalenia krtani Emma jeździła ze mną do pracy...i całe szczęście, że znajdują się tam osoby, które zagospodarowują jej czas w bardzo ciekawy sposób :) Ciocia Agata - pozdrawiamy!
 Już kiedyś dzięki Agacie Emma sprawdzała dlaczego trzeba myć ręce  i co powoduje psucie się owoców. Ale twierdziła ostatnio, że już dokładnie nie pamięta jak mnożyły się i rosły mikroorganizmy (a procesy wzrostu szeroko pojęta nadal u nas królują). Powstał więc plan poproszenia po raz kolejny o pożywki...ale tym razem Agata zaprosiła Emmkę do laboratorium :)
 Na początek fachowe ubranie :)
 a potem prezentacja wrogów/obiektów zainteresowań fitopatologów.
 Rożne choroby roślin...
 A po oglądaniu...do pracy
 Trzeba było przygotować sobie stanowisko pracy. Sterylność przy rozlewaniu pożywki to podstawa.
 Mała laborantka dawała radę :)
I dziewczyny gotowe do pracy...większość pracy wykonywała oczywiście bardziej doświadczona fitopatolożka :) na opalanie kolby nad palnikiem przyjdzie jeszcze czas :D
 ale kolejne etapy juz z czynnym udziałem Emmki
 Pogaduchy w trakcie pracy
 A po skończeniu rozlewania, kiedy pożywka zastygała...
 podziwianie różnorodności koloni grzybów.
 Agata jeszcze raz bardzo, bardzo dziękujemy :)
 Po powrocie do domu natychmiast musiałyśmy zasiedlić gotowe pożywki tak więc cdn...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

PRAWA AUTORSKIE

Cała treść oraz wszystkie zdjecia na tym blogu sa mojego autorstwa!
Kopiowanie ich,przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w części bez mojej zgody jest zabronione i stanowi naruszenie praw autorskich!